Mistrzostwa GCB Drukuj
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 
14 października br. w niedzielę miały miejsce Mistrzostwa Golf Club Bytkowo, CP.
Pogoda od rana przymroziła, pokrywając trawę bielutkim szronem, jednak do czasu rozpoczęcia rywalizacji, pole zieleniło się już w jesiennym słońcu. Widać było pracę naszego greenkeepera Pana Czecha. Frekwencja dopisała na medal. Do Bytkowa zjechali się goście z takich klubów jak I Kaliski Klub Golfowy, Panorama GC, Wityng Konin.
Po jak zwykle zaciętej rywalizacji, przyszedł czas na smaczny posiłek przygotowany przez restaurację Estella. W przyjemnej atmosferze, przy kuflu piwa lub innego napoju(dotyczy głownie zmotoryzowanych), golfiści oczekiwali na ogłoszenie wyników. Oprócz pucharów, na zwycięzców czekały atrakcyjne nagrody takich firm jak: Wilson, Młyńskie Koło, Dom Vikingów, Hotel Sheraton.
Nagrody wręczono w kilku kategoriach: w generalnej brutto zwyciężył Michał Maćkowiak, w strokeplay netto 0-22,4 Piotr Zbyszewski, w strokeplay netto 22,5-36 - sprawiając wszystkim niespodziankę - młodziutki Simon Pedersen, wśród kobiet najlepsza była Natalia Vogler, a wśród juniorów Mateusz Lisiewicz. W dodatkowym konkursie na najdłuższe uderzenie zwyciężyła Anna Zimniak, pobijając wszystkich mężczyzn!
Wszystkim serdecznie gratulujemy, tak trzymać!
A teraz te same mistrzostwa Otwarte Mistrzowstwa Golf Club Bytkowo,widziane oczami gracza.
Ranek przed turniejem jak zwykle. Jem 2 jajka, tosta. Piję kawę. Głaszczę kota. Potem psa. Nie ścielę łóżka. Jeszcze trzeba klepnąć Żonę, ubrać TEN sweter, umyć kije, ominąć drabinę. Uff! Chyba wszystko. Żeby odpędzić pecha.
Zaczęło się. Flighty wylosowane. Atmosfera gorąca. Podobnie jak pogoda. Gracze jak narowiste konie w padoku. Chodzą tam i z powrotem. Niewielu imponuje spokojem. Część niepewność pokrywa lekceważącym uśmiechem, inni stoją w milczeniu.
- Co mi tam. Wczoraj miałem tu 92. - oświadcza facet w kolorowym mundurku z handikapem około 35...
- A kto ci to liczył? - pyta złośliwie inny, w nieco mniej kolorowym stroju.
Tu i ówdzie papieros, szybka kawa. Niektórzy poszli się rozgrzewać, inni lekceważąco zrezygnowali, a jeszcze inni nie przeprowadzili rozgrzewki, bo religia im zabrania. Ta golfowa. Ktoś tam idąc na pole ominął szerokim łukiem pergolę (tak, żeby nie przechodzić pod drabiną), inny z kijami brudnymi jak nieszczęście oświadcza, że nigdy przed turniejem ich nie myje.
- Często grasz? ? pyta niewinnie gracz z nowiutką torbą z krystalicznie czystymi kijami, przyglądając się niewidocznej pod brudem marce sprzętu.
Jedyne co słychać oprócz reklam partyjnych, to wesoły śmiech Sławka, który twierdzi, że żadne gusła ani zabobony mu nie straszne. Ktoś musi być drugi, oświadcza i maszeruje na D.R.. starannie omijając czarnego kota leżącego na słońcu.
Zbliża się godzina 0

Krzysiu Jakubiec - oficjalny starter imprezy zabiera z budynku score carty, tee time i reguły likalne i zmierza na tee.

"Może Dziecko przyniesie mi dzisiaj szczęście" ? myślę i pokornie idę na start.

Moimi Partnerami są Darek i Piotr. Znam i lubię. Z tej strony nic mi nie grozi.

- Przeczytać reguły lokalne? ? Pyta ze złośliwym błyskiem w oku moje Dziecko Krzyś i po chwili życząc mi w myślach tego, co ja Mu zwykle życzę, pozwala na start. Całe szczęście. Startuję z dołka nr 1, a nie 10, którego nie lubię. Łatwizna.
Mam plan. Najpierw driverem 80 metrów od dołka, potem S-ka, jeden, może dwa putty. Będzie birdie, może par. No to teraz tylko wykonać. Spokój Robuś. Spokój.
Krótki zamach. W porządku. Piłka leży 80 metrów od greenu. Dobra nasza.
Teraz S-ka. Pełny swing i.. d..a. Piłka ląduje w bunkrze. Moi Partnerzy już na green?ie uprzejmie nie zauważają mojej porażki. W końcu sam ten bunkier kopałem.
Nic to. Biorę Wedge'a. Zostało mi 50 metrów. Zamach. I znowu d..a
Nadal jestem w bunkrze, tyle, że dwadzieścia metrów dalej.
Po czwartym uderzeniu wreszcie jestem w okolicach greenu. Dobra, ratuję doubla, myślę sobie. Biorę Wedge?a, swing. I.. znowu d..a. Piłka ląduje 20 metrów ZA GREENEM. Nieco się wkurzyłem. Przy czym zarówno słowo "nieco" jak i słowo "wkurzyłem" nie oddaje głębi moich myśli w tym momencie. Gdybym miał powiedzieć w tym momencie o czym myślę bez używania brzydkich słów, to nie miałbym czego powiedzieć. Przymierzam w kierunku flagi. No dobra. Chociaż Pitching chodzi. Jeszcze dwa putty i mam super wynik. double par.
Cholera. 8 na dołku PAR 4, zaprojektowanym jako jedno z niewielu miejsc na polu do zdobycia birdie.
Moi Partnerzy z flightu widząc moją minę ściszonym głosem podają: par, pięć. Ja mam osiem. Przypuszczam, że na mojej twarzy rozlała się żółć z uszkodzonego woreczka, bo nawet nie próbowali mnie pocieszyć.
Na pierwszych dołkach mam 8,6,8,6. Właściwie zakończyłem turniej i mogę spokojnie rozglądnąć się w około.
Za mną we flighcie Romek, Hans- Joerg i Jan. Silna ekipa. Co najmniej dwóch z szansami na mistrzostwo Klubu. Romek nie wygrywa tylko wtedy jak nie chce, a Jan wygrywa, jak Mu żona pozwoli. Hans- Joerg ma tyle ambicji i woli walki, że rośnie następny mistrz Niemiec. W dalszych flightach honoru Azji broni Edy, honoru Konina sam założyciel pola Andrzej i aktualny Szef Heniu z Wittynga z bardzo silną grupą golfowo-radiową. Honoru Kalisza broni mocno przetrzebiona chorobami grupa z Andrzejem na czele. Wojtek z Kalisza się usprawiedliwił. Był tak chory, że słuchawkę musiała Mu trzymać Marysia. A może to nie była słuchawka. Ale w każdym razie wychrypiał, że wysyła najsilniejszą grupę i będzie na rewanżu.
Mocno reprezentowana jest również inna potęga golfowa. Reprezentant Rosji Igor z zacięciem szturmuje kolejny green.
Dalej junorzy z Bytkowa, którzy założyli sie ze mną, że będą brutto w górnej części tabeli. Zakład jest nerwowy, bo chodzi o to, kto komu przez kolejne dni będzie mył kije.
A ja mam pierwszego para. Żółć widocznie mi schodzi z twarzy, bo moi Partnerzy próbują zagadywać. Może coś jeszcze ugram. Na dołku nr 6 mam par, na 7 par, na 8 bogeya. Dziewiątka double.
Przed nami idą kolejni zawodnicy. Twardzi, wytarci w wielu bezkompromisowych bojach. Kandydaci na Mistrzów. Konrad i Michał.
Podliczyłem się. 52 na pierwszej dziewiątce. Bagno. A golf miał sprawiać przyjemność. Cholera. 52. Po minach Partnerów widzę, że Im golf nadal sprawia rzyjemność.
Na dołku nr 10 znanej i lubianej przez wszystkich Saharze pierwsze uderzenie aut, drugie gdzieś w krzaki. O ile miałem jeszcze szansę na przedostatnie miejsce, to ją właśnie zasypałem. Ale co. Przecież nie zejdę. A to tak kusi. 7 godzin i jestem w ciepłych źródłach na Słowacji. O ile misie nie złapią mnie na suszarkę.Ostatnio złapali. Dostałem 8 punktów. Patrzcie. Czy to nie znak. Miałem tyle samo na pierwszym dołku. Przed następnym turniejem muszę wystawić się suszarce tak na 4 punkty. To na jedynce będę miał 4, a nie jak dzisiaj osiem. Ale chyba nie. Jak dostanę od misiów kolejne 4 punkty to będę chodził na nogach.
Cholera z tymi gusłami. Kije umyte, sweter ten co zwykle, startuję z jedynki, drabinę ominąłem a gram jak d..a.
Może wziąć lekcje. Przecież mamy najsilniejszy skład PRO w Polsce. Mike, Przemek i Marcin.
Znalazłem w końcu piłkę. Nie była taka zła. 5 wood powinien załatwić sprawę.
Zamach, uderzenie i... FOOOOORE. Jezu. Próbowałem zabić Kondzia. Kiwam przepraszająco. Na tym dołku zrobiłem o s i e m.
Teraz zaczyna się mój prywatny trójkąt śmierci. Dołki numer 11, 12 i 13. Tylko spokój Robuś, będzie dobrze kiedyś tu już dobrze zagrałeś ? myślę.(Było to chyba w 2005 ). Niestety. Starałem się jak nigdy, a wyszło jak zawsze.
- FOOOOOORE ? wydzieram się do flightu idącego równoległym fairwayem.
Na dziesiatce, gdzie niemalże okaleczyłem Pana Konrada a na jedenastce próbowałem zabić Michała. Piłka po drivie minęła może o metr Jego głowę.
Rozpacz. Znając siłę spokoju i konsekwencję Kolegi z Klubu zdałem sobie sprawę, że z kolei moje życie jest od dzisiaj w niebezpieczeństwie. Ale... Może nie.
Pan Michał ze spokojem podszedł i powiedział:
- Niech się pan panie Robercie nie przejmuje. Ja już od dawna jak jestem w zasięgu pana uderzenia to bardzo uważam.
Nie wyjął pistoletu ani innej broni, a i tak trafił mnie w serce.
Potem zrobiłem dziewięć na PAR 4. Tak se zagrałem. Jak ...a. A potem jeszcze dołek 14, gdzie ze złości zapomniałem o regułach lokalnych.
Przełożyłem sobie piłkę przy szkockim murze, za co musiałem się w 19 dołku zdyskwalifikować i właściwie dla mnie Mistrzostwa się skończyły.
Przypomina mi się w tym miejscu stary dowcip.
Caddy idzie z początkującym graczem. Po rundzie gracz pyta caddy'ego:
- Jak ci się podobała moja gra?
- Fajna, ale wolę golfa, - odpowiada caddy
Amen
Reszta graczy grała w golfa. Pogoda dla nich była słoneczna, bezwietrzna.Turniej przebiegał bez zakłóceń, nie było protestów, awantur. Tylko mnie coś było smutno...
Po jak zwykle zaciętej rywalizacji, przyszedł czas na posiłek przygotowany przez restaurację Estella. W przyjemnej atmosferze, przy kuflu piwa lub innego napoju(dotyczy głownie zmotoryzowanych), golfiści oczekiwali na ogłoszenie wyników.
Oprócz pucharów, na zwycięzców czekały atrakcyjne nagrody takich firm jak: Wilson, Młyńskie Koło, Dom Vikingów, Hotel Sheraton.
Nagrody wręczono w kilku kategoriach: w generalnej brutto zwyciężył Michał Maćkowiak, w strokeplay netto 0-22,4 Piotr Zbyszewski, w strokeplay netto 22,5-36 - sprawiając wszystkim niespodziankę - młodziutki Simon Pedersen, wśród kobiet najlepsza była Natalia Vogler, a wśród juniorów Mateusz Lisiewicz. W dodatkowym konkursie na najdłuższe uderzenie zwyciężyła Anna Zimniak, pobijając wszystkich mężczyzn! Wszystkim serdecznie gratulujemy, tak trzymać!
Do wyniku brutto 84 Michała Maćkowiaka, trochę się przyczyniłem. Zmusiłem Starego Wygę już na Jego pierwszym dołku (bo zaczynał z 10 ) do maksymalnej koncentracji. Po prostu musiał uważać, bo byłem tuż za Nim. Przy moich drive'ach walczył o życie.

Serdecznie gratuluję!!!

Dla porządku podam, że w pierwszej rundzie Meczu 4 Klubów wygrało Bytkowo
przed Panoramą, Koninem i Kaliszem.
Rewanż 21 października w Koninie.

Robert Jakubiec. Wezmę chyba kilka lekcji.
 

I znów jak co roku do naszego miasta,
przyjechali chlopcy z pięknego Trójmiasta

zabrali też torby, a w nich pełno piłek
i to wszystko po to, zeby dostać w tyłek

I widziałem ich prezia, przyszedł, kijem skinął
i jak ptak jedno skrzydło flightu swego zwinął

I musiał to zrobić, czas był na jedzenie
a na polu widział jeno zawstydzenie

zwycięzcy Leksusa byli na kolanach
pozostali z Tokar w honorowych ranach

Bytkowo normalnie, tu bidie tu par
wystarczyło zupełnie na skarcenie Tokar

zobaczymy sie za rok prezesie kochany
wynik jest już znany, bo znowu wygramy.

Koleżanki i Koledzy

28 czerwca 2008 roku w Tokarach odbędzie się 4 mecz golfowy między Tokary Golf Club a Bytkowo Golf Club.
Rewanż w Poznaniu 25 lipca 2008 roku.
Niestety, w roku ubiegłym, mimo naszych starań, wynik był niezbyt korzystny.
Statystykom przypominam, że prawie zremisowaliśmy, przy czym "prawie" czyni wielką różnicę.
Tak między nami - zlali nas okropnie.
W tym roku czas na wielki rewanż, który odbędzie się w dwóch kategoriach:

  1. Golfowo - turniejowej, gdzie nasze zwycięstwo jest oczywiste, oraz
  2. Golfowo - towarzyskiej, gdzie o zwycięstwo w krainie latającego jodu będzie trudno, bo zwykle w tej kategorii nasi Przyjaciele wystawiają inną reprezentację niż w kategorii golfowo - turniejowej.

W tym roku, mimo licznych podstępów naszych Wielkich Przeciwników, o wynik jestem spokojny.
W kategorii golfowo - turniejowej, porównując Mistrzostwa Wielkopolski z ostatnim British Open, stwierdzam, że w zasadzie nie odbiegamy poziomem gry od zawodowców, a w grupie tych najlepszych graczy jest nas tylko kilku (Tiger, Wojtek, Steve, Michał,
Igor, Sławek i może jeszcze Gary).
Najlepszy zawodnik Tokar był zaledwie drugi w ubiegłorocznym Lexusie. (I jest o rok starszy.)
W kategorii golfowo - towarzyskiej reprezentować nas będzie ekipa wywodząca sie ze znanej i cenionej szkoły Janka Himilsbacha
i Zdzicha Maklakiewicza.
Z tego co wiem treningi trwają, a wszyscy chętni, którzy chcą wziąć w nich udział powinni zgłaszać się w recepcji.
Zapewniamy, że treningi odbywają sie pod okiem specjalistów wysokiej klasy.

Dddo bbiałego rAna.

 

Partnerzy

Reklama
Reklama
Reklama